Badania Wydolnosciowe
7.05.2019

Badania wydolnościowe – po co amatorom?


Po co amatorom badania wydolnościowe?

To pytanie krążyło mi w głowie już od jakiegoś czasu. W tym artykule postanowiłem na nie odpowiedzieć, aby każdy kto boi się diagnostyki zrozumiał jak bardzo jest istotna dla biegacza na każdym poziomie.

Zacznijmy od początku…

W styczniu 2019 zrobiłem z kolegami z Tarnowo Podgórne Biega badania wydolnościowe w Diet & More. Trochę z ciekawości, a trochę dla samego siebie. Przed nami była perspektywa powtórzenia ich w kwietniu 2019 drużynowo. Dlaczego więc nie spróbować wcześniej?

Styczniowe wyniki wyszły jak wyszły. Paweł wyłączył bieżnie już przy prędkości 12 km/h.

Czyli co? Zima cienko przepracowana? Przecież treningi były na podobnych obciążeniach co zawsze, ale zauważyliśmy brak prędkości, jakiś taki oddech nierówny i w ogóle nic nie pasowało.

Co tu jest grane? Przecież kilka miesięcy temu było lepiej, był progress, a teraz?

Czas na zmiany!

Po analizie wyników i dyskusji postanowiłem jednak posłuchać Pawła i zwolniłem. Trenowałem tak przez ponad miesiąc. Nie było to dla mnie komfortowe, ciągle wolniej i wolniej, na treningach cały czas zastanawiałem się co z tego będzie. Przecież jasne jest, że jak nie spróbuję, to nie będę wiedział, a przy takich osiągach formy nic już nie popsuję.

Tak więc z tempa 5.30 zwolniłem do 6.00-6.10. Co gorsze (!) czasem Paweł kazał nawet przechodzić do marszu, ale bez przesady… Takie treningi to była czysta przyjemność, zero zmęczenia, mało szybkich akcentów. Ciekawy byłem w jaki sposób i czy w ogóle mi to pomoże?

Po ponad miesiącu takiego biegania zacząłem wplatać w treningi troszkę mocniejszych akcentów. Przecież  zaplanowałem, że w czerwcu chcę zrobić zamach na życiówkę. Podczas pierwszych mocniejszych treningów na stadionie wydawało mi się, że nie umiem biegać szybko, że nie potrafię ze swojego organizmu wykrzesać mocy no i tu pojawiło się pytanie: PO CO MI BYŁY TE SPACERY?

Co pokazało kontrolne badanie?

Pod koniec kwietnia przyszedł czas na drugą turę badań czyli kontrola. Jakie to było dla mnie zaskoczenie, gdy dowiedziałem się, że wszystkie parametry poszły w górę, a wyniki znacznie się poprawiły. Ja osobiście nie widziałem wtedy żadnej zmiany, no może delikatny progres, ale i tak nie wierzyłem do końca w te wykresy. Po porównaniu wszystkich parametrów, Paweł stwierdził, że jest dobrze, a nawet bardzo dobrze, wiec skoro mówi to osoba, która się na tym zna to trzeba to sprawdzić! Okazja nadarzyła się już za 4 dni na trasie 10 km i …

Start !

1 Maja, ciepło, sporo podbiegów i czas tylko o 20 s gorszy od życiówki więc coś w tym musiało być.

Podsumowując…

Wychodzi więc na to, że faktycznie czasem trzeba zwolnić żeby przyspieszyć i dzięki wynikom jakie otrzymamy podczas badań wydolnościowych możemy bardzo wiele zyskać. Na pewno ważne jest poznanie swojego organizmu. Musimy wiedzieć kiedy przesadzamy, a kiedy jest czegoś za mało. Jedno jest pewne, na pewno potrzeba cierpliwości w dążeniu do celu.

Badania wydolnościowe dla amatorów oczywiście, że TAK! Wiem na pewno, że dla porównania jeszcze je wykona, a przeprowadzone przez człowieka z pasją i naprawdę dobrego fachowca mogą bardzo dużo zmienić (oczywiście na lepsze) w naszym biegowym życiu.

Do zobaczenia na trasie!
Paweł Śniegocki