motywacja
4.05.2019

Jak znaleźć w sobie motywację? Historia prawdziwa


Tym razem nie mamy dla Was typowego poradnika  żywieniowo-psychologicznego. Czeka na Was prawdziwa historia, naszej prawdziwej i nieugiętej w dążeniu do celu podopiecznej Gosi.

Dowiecie się jakie były jej początki walki o wymarzoną sylwetkę, jak znalazła się w Diet&More i co udało jej się osiągnąć przez  1,5 roku. Dotrwajcie do końca, bo warto. Ostatni akapit daje dużo do myślenia.

A więc zaczynajmy…

  1. Jak długo walczyłaś z nadmiernymi kilogramami?

O matko. Dopiero teraz, jak usiadłam do pisania, uświadomiłam sobie na co się zgodziłam i zaczęłam się wstydzić. To o co mnie teraz pytasz jest dla mnie niesamowicie krępujące, a ja przez moment kompletnie zapomniałam, że nie lubię się uzewnętrzniać, ale dobra, lecimy z tematem.

Na początku chciałabym zaznaczyć, że ja nie walczyłam, a walczę. Do tego co chcę osiągnąć jeszcze trochę czasu potrzeba, póki co jestem gdzieś w połowie drogi, a teraz zaczynam dosyć trudny etap.

Gruba jestem od zawsze, albo wyrośnięta jak kto woli. W dzieciństwie z tym nie walczyłam,  ale było to dla mnie odczuwalne.  Z odchudzaniem miałam pojedyncze epizody w gimnazjum i liceum z krótkotrwałymi efektami.  Jestem wychowywana na tłustej, śląskiej kuchni i  słodyczach. Przed tym, że nie byłam typowym toczącym się pączkiem bez rączek, ratował mnie ruch, bo od zawsze lubiłam sport (w szkole biegałam krótkie dystanse, a mój nauczyciel w-f  był człowiekiem typu „nie ma że boli”. Dodatkowo grałam w koszykówkę. Zawsze wszędzie miałam daleko, więc jestem przyzwyczajona również do chodzenia pieszo. Moja waga bardzo lubiła się wahać. Ja też nie byłam zbytnio wytrwała i takim oto sposobem, gdybyś chciała przedstawić moją wagę z tamtego czasu na wykresie, wyszłaby z tego niezła sinusoida.

Lubię mieć zapełniony plan dnia, od liceum pracuję, do tego chodziłam jeszcze na angielski, potem matura, wakacje w pracy, następnie studia i praca, niedosypianie, stres, zajadanie stresu i tak w kółko. Nawet za bardzo nie imprezowałam. To nie jest tryb życia dobry dla nastolatki. Poza tym o sprawy żywieniowe wcześniej dbała moja mama, której kuchnia nie należy do najbardziej zbilansowanych. Jadłam byle co, byle kiedy, byle ciepłe, byle szybko.

Sporo zmieniło się po moim przyjeździe do Poznania 5 lat temu. Pomimo, że nadal studiowałam 2 kierunki i pracowałam do późnych godzin (5h snu to było wtedy dla mnie naprawdę sporo) zaczęłam powoli zmieniać nawyki, uspokoiłam się. Waga niestety nie malała tak jak chciałam, więc skonsultowałam się z poradnią dietetyczną typu jedz 1000 kalorii i chudnij. Ubyło mi sporo kilogramów, nie pamiętam dokładnie ile, ale wtedy wyszły też problemy ze zdrowiem. Organizm się zbuntował, układ odpornościowy powiedział basta i tym samym sposobem wakacje w 2016 spędziłam odwiedzając szpitale, robiąc badania i łykając leki na chybił trafił bo nikt za bardzo nie wiedział co tak naprawdę mi dolega. Do tego moja waga znowu skakała, a żołądek się buntował.

Z Diet & More poznaliśmy się na początku listopada 2017r. Przyszłam do Was kompletnie przez przypadek. O Waszym dniu darmowej konsultacji powiedział mi znajomy i tak, nie nastawiając się na nic – umówiłam się. Od mojej wagi wyjściowej byłam wtedy już lżejsza o ok. 5kg. Przez ostatni rok, zanim do Was trafiłam, po uspokojeniu swojego organizmu szukałam swojego idealnego sposobu żywienia, do tego zaczęłam ćwiczyć siłowo, co mnie bardzo pochłonęło. Pobawiłam się trochę w diety paleo i ketogeniczną, ale w zadnej z tych diet nie potrafiłam wytrwać dłużej.

 

  1. Co spowodowało, że tak długo miałaś motywację i samozaparcie? Większość osób zrezygnowałaby po miesiącu, a Ty walczysz już 1,5 roku!

Wiem, że mnie udusisz za tę odpowiedź, ale według mnie motywacja to chyba najbardziej przereklamowane słowo świata, i wydaje mi się, że nieodpowiednio rozumiane. Mnie motywować nie trzeba, ale za to wsparcie zawsze się przyda, bo bywa ciężko. A jak już mam odpowiedzieć, to moją motywacją jest  moje odbicie w lustrze, które chcę zmienić. Moim problemem jest to, że po tak długim czasie nie widzę już żadnych różnic patrząc na siebie w lustrze. Przyglądam się sobie i widzę cały czas te same niedoskonałości i rzeczy do poprawy, pomimo że waga, centymetr krawiecki i ubrania mówią co innego, to ja potrafię patrzeć na siebie bardzo krytycznie. Poza tym moja wytrwałość wiąże się też ze sportami które uprawiam – biegam jak czołg, bo jestem za ciężka. Mam problem z pewnymi ruchami podczas treningu crossfitowego – z tego samego powodu. Waga ogranicza mnie w wielu aspektach, moja pewność siebie wynosi zero, przez co w wielu sytuacjach bardzo łatwo i niepotrzebnie się zawstydzam, co mnie niesamowicie wkurza.

  1. Czy w czasie stosowania diety chciałaś odpuścić? Sądziłaś, że nie ma to sensu i chciałaś walnąć to wszystko w kąt? Jeśli tak to co spowodowało, że wróciłaś na właściwe tory?

 Nie. Jedyne co, to szukałam innych sposobów, na pozbycie się problemów z wagą. Przeliczałam i sprawdzałam kaloryczność jadłospisów i produktów, szukałam powodów, dlaczego mój organizm zachowuje się tak, a nie inaczej. Mam całą teczkę notatek związanych z moim żywieniem, samopoczuciem i trybem życia. Notowanie wszystkiego i czuwanie nad reakcjami organizmu dało mi bardzo fajny obraz, dzięki czemu wiele spraw się wyklarowało i automatycznie stało się swego rodzaju drogowskazem.

 

Długo nie mogłam (w sumie to nadal nie mogę) zrozumieć, dlaczego „wszyscy dookoła tak fajnie chudną, a ja nie”, zwłaszcza, że prowadzę bardzo aktywny tryb życia. 20 000 kroków dziennie to u mnie norma. Do tego lubię się ruszać, prawie codziennie robię jakiś trening, dietę mam zbilansowaną, więc teoretycznie powinnam wyglądać jak milion dolarów. Męczy mnie, że teoretycznie spalam masę kalorii, a w rzeczywistości nie wygląda to tak kolorowo, ale trudno, robię po prostu swoje. Jest to dla mnie swego rodzaju siła napędowa. Bujam się z wagą od zawsze i na zawsze chce z niej zejść. Mam cel, więc do niego dążę, czas realizacji nie ma znaczenia. Ostatnio wszystko przyspiesza i zmierza w dobrym kierunku. Wiele osób uważa, że mam dość spore pokłady cierpliwości i trudno jest mnie wytrącić z równowagi – to też pomaga.

  1. Pozwalasz sobie na podjadanie np. słodyczy i Fast-foodów? Czy jest to kompletnie zakazane?

 Przed chwilą zjadłam loda. W niedzielę też. Nie ma w moim jadłospisie rzeczy, która byłaby zakazana, bo tuczy. Jedyne co, to ostatnio odstawiłam kawę, ale to z innych powodów. Słodycze jadam, ale rzadko i z umiarem, zwyczaj jest to zaplanowane. Wszystko wliczam w swoje zapotrzebowanie kaloryczne. Nauczyłam się też czekać, aż przejdzie mi dana zachcianka. Zazwyczaj kończy się na tym, że zapominam o całej sprawie, bo rzecz dzieje się jedynie w określonym czasie w miesiącu oraz gdy mi się nudzi, a to na szczęście zdarza się rzadko. Poza tym mój organizm nie odczuwa braku żadnego ze smaków. Nauczyłam się na podstawie twoich jadłospisów tak komponować posiłki, żeby wszystko się zgadzało, a przepisy dań które chciałabym włączyć do jadłospisu modyfikuję w taki sposób, żeby zgadzał się mój bilans energetyczny, a smak dorównywał tym mniej zdrowym odpowiednikom.

Każde odstępstwo od diety to pewnego rodzaju zatrzymanie się i tutaj nie jest ważne czy idziemy w kierunku słodyczy czy tłustych rzeczy. W moim przypadku odstępstwo wiąże się również z dyskomfortem podczas treningu, a gdy połączymy to z moim wytrenowaniem, które oscyluje w okolicy zera, to już jest dosyć spory problem, zwłaszcza, gdy jesteśmy głodni poprawy i chcemy osiągać progres.

 

Fast foodów ze znanych sieciówek nie jadam. Jeśli wychodzę jeść na miasto, to nie jestem na samej wodzie i patrzę jak inni jedzą, bo „jestem na diecie”, tylko jem to na co mam ochotę. Wcześniej jednak planuję mniej więcej ile kalorii będę miała do zagospodarowania i pod tym kątem ustalam co i ile zjem danego dnia przed wyjściem. To co zjadam na mieście jest takim moim głównym posiłkiem, reszta to bardziej lekkie przekąski, żeby do momentu wyjścia nie głodować.

Jedyny moment, kiedy nie zwracam uwagi na kalorie to czas, kiedy jadę do mamy, a wierzcie mi, albo nie, ale moja mama piecze najlepsze rzeczy na świecie, a nic nie smakuje lepiej niż jedzenie podane pod nos, więc tutaj pole do popisu ma moja samokontrola. Poza tym kocham kluski śląskie. Na szczęście żołądek ma ograniczoną pojemność, a ja mam swój rozum.

  1. Co zmieniło w Tobie Diet&More?

A mogę zacząć od niejedzenia? Na pewno sposób mówienia o sobie i swoim ciele. To, że jesteśmy w podobnym wieku sprawiło, ze poczułam pewnego rodzaju swobodę. Z resztą wchodząc do Was da się wyczuć taką właśnie swobodę i brak nacisku. Po prostu luz. No i sam fakt, że znamy się już 1,5 roku też robi robotę. Wierz mi, jeszcze nie tak dawno, w życiu bym się nie zgodziła na taką rozmowę, zwłaszcza, że ja mam przed sobą jeszcze masę roboty i moment w którym jestem jest tylko kolejnym haczykiem w drodze do celu. Poza tym dzięki Tobie przestałam się tak bardzo martwić cyferkami. Nie mówię sobie, że muszę schudnąć np. jeszcze 20 kg, chociaż taka waga byłaby super. Jestem świadoma tego, że z moim typem sylwetki i tendencją do budowania masy mięśniowej zamiast palenia tłuszczu, takie rozwiązanie nie byłoby najlepszym pomysłem. Jeszcze niedawno rozmowa o jedzeniu, odchudzaniu, wadze i celach sportowych była tematem tabu. Dziś już się tego nie boję.

Jeśli chodzi o jedzenie to polubiłam gotowanie, a zwłaszcza moment kiedy mogę karmić innych. Poza tym nauczyłam się, że zdrowa żywność wcale nie jest taka droga, a przygotowywanie zdrowych i pożywnych posiłków, aż tak czasochłonne. To wszystko jest kwestią podejścia i wyrobienia sobie nawyków. Stałam się, chcąc nie chcąc, takim żywieniowym, francuskim pieskiem. Nie zjem byle czego, nie wszystko mi smakuje, nie kupuję gotowców. Stałam się fanką planowania tego co zjem i bardzo gorąco  wszystkim to polecam. Przy moim trybie życia, kiedy jestem od rana do wieczora poza domem bardzo się to sprawdza, a poza tym nie marnuję jedzenia i oszczędzam pieniądze, bo nie kupuję rzeczy, których nie dam rady zjeść. Kupuję mało, ale często i świeżo. Jedynym minusem jest to, że gdy mam niezapowiedzianych gości nie bardzo mam ich czym nakarmić. Muszę kombinować na ostatnią chwilę, bo zawartość mojej lodówki w dni robocze, kiedy to nie gotuję obiadów (jak to lodówka zabieganej singielki) składa się z niewielu składników.

  1. Co doradziłabyś osobom, które notują spadek motywacji? Jak mają się nie poddawać?

            Nie ma najmniejszego sensu zmuszać się do pewnych rzeczy tylko dlatego, że ktoś nam powiedział, że tak jest dobrze i tak powinno być. Jeśli znajdziemy coś co sprawia nam przyjemność to motywacja jest zbędna, to wszystko dzieje się samo. Każdy pierwszy krok jest trudny, ale małymi kroczkami, do celu. Powoli, ale na tyle stabilnie, że przestaniemy znać i wyobrażać sobie inny tryb życia.

            Z takich praktycznych rzeczy, to polecam analizę tego co nam sprawia trudność i zeskalowanie jej do poziomu, który będzie dla nas w danym momencie odpowiedni oraz będzie nam dawał przyjemność. Ani się obejrzymy, a progres sam przyjdzie. Wszystko w swoim czasie.

To, że coś raz nie wyszło, nie znaczy, że tak będzie zawsze. Nie ma co się oglądać za siebie. Było? Minęło! Jest nowy dzień. Nie ważne czy chodzi tylko o dietę, kontakty międzyludzkie, sport czy inne aspekty naszego życia.

Warto jest walczyć, szukać sposobu i próbować. To że raz, dwa czy nawet sto razy podwinęła nam się noga czy popełniliśmy błąd nie znaczy, że to koniec, że jesteśmy bezwartościowi, żałośni, a nasze życie to porażka.

 Warto przeprosić się ze sobą, światem, drugim człowiekiem, przebaczyć i zacząć na nowo. Jeszcze raz i jeszcze raz na spokojnie. Jest to bardzo trudne, sama mam z tym ogromny problem, ale bardzo pomaga w życiu. Jeśli nam na czymś naprawdę zależy to nie ma szans, żeby nie wyszło! Od nas zależy jedynie czas, w którym cel zostanie osiągnięty. Każdy krok nas czegoś uczy, a krok do tyłu nie zawsze oznacza porażkę.

Mamy nadzieję, że historia Gosi zmotywuje Was do wstania z kanapy i rozpoczęcia walki o siebie! Tylko spójrzcie… minęło 1,5 roku a ona cały czas się nie poddała. Zamiast siedzieć i marudzić, że znowu nie wyszło… po prostu wstań i zrób to. Czas i tak przeminie, a jak go wykorzystasz zależy tylko od Ciebie.

My jesteśmy z Gosi niesamowicie dumni i wiemy, że w końcu nadejdzie dzień gdy będzie mogła powiedzieć „Udało się, zrobiłam to, jestem z siebie cholernie dumna.”!