Dieta
18.03.2019

Wiosenne odchudzanie w nowym stylu.


Wiosna, cudowna pora roku, dla wielu to czas na dietę i odchudzanie. Zaraz po postanowieniach noworocznych, to czas wzmożonego ataku na poradnie dietetyczne i kluby fitness.

Nieco ponad 6 lat temu schudłam, tak schudłam 60 kg. Odchudzałam się  wtedy  typowo, czyli liczyłam kalorie, katowałam sie się treningami, w tamtym czasie nie istniało w moim życiu nic poza odchudzaniem, cały mój świat kręcił sie wokół tego. Dieta, treningi, taniec, marsze, biegi, było tego całe mnóstwo.  Wtedy też powstał pomysł o tym, żeby przebiec maraton i rozwinąć firmę , tak wtedy powstało Diet & More  – cały czas  wyżej, dalej, mocniej. Taka byłam ówczesna ja i pomimo pracy jaką wykonałam, kilogramów które zgubiłam, cały czas czułam,  że to jeszcze nie to, że jeszcze muszę schudnąc więcej, docisnać, że jeszcze 2 kg a będzie cudownie! A  w tym samym czasie, równolegle, wręcz niezauważalnie cały mój zapał, z którym pracowałam przez kilka miesięcy, powoli znikał.

Z jednej strony dopadło mnie życie, a z drugiej miałam już dość walki z samą sobą, ludźmi, do tego byłam smutna, zmęczona i fizycznie obolała. Kilogramy wracały i mam wrażenie, że na tamten czas pogodziłam się z tym, że będe gruba. W głowie wprawdzie snułam myśli o sprawności,  ale nie miałam siły ponownie walczyć. Przez kilka kolejnych lat nie podejmowałam nawet prób odchudzania. Wtedy nie umiałam sobie z tym poradzić, dziś już dokładnie wiem dlaczego.

Jestem osobą zerojedynkową, więc  uznałam, że albo coś z tym robię, albo nie robię. I nie robiłam, ale też nie narzekałam i nigdy nikogo nie oszukiwałam, że czuję się ze sobą super, że fajnie jest być grubą i mi to odpowiada. Pogodzić się z oczywistością to jedno, a zaakceptować, to już zupełnie coś innego. Nigdy  się sobie taka nie podobałam, ciągle za to miałam wrażenie, że będąc grubą nie do konca jestem sobą. Miałam sprawną głowę, czułam się sprawna, szczupła, z tym że moje  ciało za tym wszystkim nie nadążało.  W końcu przyszedł czas, że ponownie podjęłam rękawice i zaczęłam powoli rozwiązywać swój problem ciężkiej wagi, czyli rozpoczęłam pracę nad sobą. Nad tym, żeby siebie w końcu polubić i szanować tak, jak szanuję innych i chcieć dla siebie równie dobrze, jak chciałam zawsze dla innych.

Kiedy więc w końcu zaczęłam zmianę, przestałam myśleć o ludziach, czy opiniach z zewnątrz o tym, że powinnam, bo prowadzę  firmę, ktora stawia na zdrowie. Wszystko, co zaczęłam robić, robię dla siebie, dla własnego samopoczucia i osiągnięcia własnych celów. Dlatego kluczowe stało sie, że przestałam sie oglądać na ludzi, którzy mnie krytykowali, przestałam przywiązywać wagę  do konkretnej liczby kilogramów, które chcę zgubić. Natomiast koncentruję sie na tym, że chcę być dla siebie dobra i zdrowa a kilogramy musiały, prędzej czy później, się temu podporzadkować. I dokładnie tak się dzieje!

Jest zasadnicza różnica pomiędzy motywacją, którą miałam 6 lat temu a tą, którą mam teraz. Wtedy nie tylko potrzebowałam wsparcia z zewnątrz, ale od niego uzależniałam swój sukces, bądź porażkę. Jeden cios i leżałam na deskach. Teraz wsparcie jest częścią mojego sukcesu, jest mi miło słyszeć pozytywne opinie, ale bez nich również daję radę. Nie, to nie pycha, ale siła na którą postawiłam.

Pomimo wykształcenia i doświadczenia nie jestem jednak całkiem samowystarczalna, mój pomysł na zmianę pochodzi z lat doswiadczeń w pracy z osobami otyłymi oraz duża w tym zasługa technicznego wsparcia i niezachwianej wiary we mnie, mojego wspólnika Pawła.

Reasumując. Pamiętaj, że w zdrowym stylu życia chodzi o to, by pasował do Twojego stylu życia!   Do celu można dojść bardzo różnymi drogami, a im lepiej bawisz się po drodze, tym większa szansa, że dotrzesz tam gdzie chcesz. W tym wszystkim Ty masz być dla siebie najwazniejszy, a nie kolejny nowy rok, wiosna, koleznaka, mąż, kolega czy ktokolwiek inny.

Trzymam za siebie i za Was kciuki! Do dzieła!

Gosia Segiet

Diet & More