Bieg
12.06.2019

Pierwsze śliwki robaczywki, pierwsze koty za płoty


Po analizie moich pierwszych treningów jestem już pewien, że największy problem nie stanowi pogoda i upały, a utrzymanie regularności treningowej.

Biegam co drugi dzień, utrzymuję duży komfort psychiczny, zauważyłem i to stosuję,  że jeden dzień luzu od biegania dobrze mi robi. To nie jest jednak tak, że w dni bez biegania nie robie zupełnie nic, jesli nie biegam to ćwiczę i wzmacniam ręce, plecy, mięśnie brzuch. Nie, nie wykonuję żadnych  spektakularnych ćwiczeń, zupełnie zwyczajne pompki, brzuszki itd.

Echh ta dieta….cały czas mam problem z podjadaniem wieczorem – lodówka wręcz do mnie mówi, orzeszki same wskakują do ust no i moje kochane, ulubione jabłka nie dają mi żyć . W ramach poprawy jakości swoich wieczornych posiłków wprowadziłem na moja scenę kulinarną  BURACZKI! A tak poważnie, to daje sobie jeszcze trochę czasu na przyłożenie się do jedzenia. Wiem, że mam „pod ręką” dietetyków, którzy w 5 min. ogarneliby moją dietę, ale nie wszystko od razu. Nie ma być spektakularnie, ma być racjonalnie. W tej chwili najważniejsze jest to, że wychodzę regularnie na bieganie. Mam taki nowy fajny rytuał, wracam po pracy do domu, pobawię się z dzieciakami, czasami też uda mi się je zabrać na wspólny trening, wtedy jest super, ja biegne, a moje dziewczyny na rowerze. Naprawdę czerpie ogromną radość z moich biegowych treningów i zgadzam się w 100% z teorią o której pisałem TUTAJ, że  przygotowania do maratonu, to samo zdrowie i do tego ogromna radość.

A co tak na prawdę nie gra …?

Płacę wysoka cenę za lata nieracjonalnych treningów na scenie, gdy produkowałem się jako Master Instruktor. Co dla mnie jest bardzo budujące, zauważam że wyzbywam się z głowy tej ogromnej presji, która powodowała, że moje życie i treningi to były ciągły stres i walka. Walka ze wszystkim, z prędkościami, tempami, walka z tym, że muszę sie pokazać z jak najlepszej, niezniszczalnej strony. Teraz coraz częściej czuję radość z tego, że po prostu biegnę. I co z tego, że wolno, ale przecież do przodu. Tym co bardzo motywuje mnie do działania są słowa „zacznij a później zobaczymy co będzie”. Do tego dołożyłem podstawowe proste założenie: od poniedziałku do piątku biegam dystanse 5 km/trening, bez określonego tempa, czsem szybciej czsem wolniej.

A co gdy moje nogi zabolą, albo gdy odzywają się wszystkie stare kontuzje? Nic, po prostu przechodzę do marszu.

Nic na siłe!

Ma być radośnie! …i narazie jest – cieszę sie z drogi…

Paweł Życki

Diet & More

PS

Jeden trening z podbiegami już za mną, powiem w tajemnicy: BOLAŁO  J