MMA
23.08.2019

Historia Mikołaja, zawodnika Muay Thai


Dieta i Muay Thai? To ma znaczenie!

Muay Thai w Diet&More

Dziś przedstawiamy Wam kolejnego z naszych niesamowicie ambitnych podopiecznych! Mikołaj Kapała [LINK], czyli zawodnik Muay Thai – boksu tajskiego spotkał się z nami w listopadzie 2017 roku. Celem współpracy była opieka żywieniowa pod okiem dietetyka Asi [LINK] oraz diagnostyka wykonywana przez Pawła [LINK]. W ciągu prawie 2 lat współpracy z DIET & More, Mikołaj zajął najpierw 3, a w tym roku 2 miejsce na Mistrzostwach Polski IFMA Muay Thai! Oprócz tego, że odnosi sukcesy na ringu odnosi również sukcesy w sferze żywieniowej i treningowej.

Znacznie poprawił jakość swojej diety. Oczywiście pozwala sobie na pewne odstępstwa, jednak przy tak aktywnym trybie życia i trzymaniu podstawowych zasad zdrowego odżywiania – nie ma w tym nic złego! Potwierdzeniem tego są oczywiście wyniki na wadze – ilość tłuszczu na przestrzeni listopada i kwietnia spadła z 17% do 10,5%.

Muai Thai

Od zawodnika do trenera.

Mikołaj cały czas regularnie i zdrowo trenuje przygotowując się do kolejnych walk. Swoją pasją zaraził jednak innych, dlatego regularnie prowadzi treningi dla najmłodszych i tych trochę starszych. Bardzo chwalimy zarażanie aktywnością od najmłodszych lat więc Mikołaj – brawa dla Ciebie!

A teraz poznajcie dokładną historie naszego zawodnika muay thai i jak ocenia współprace z Diet&More. Zapraszamy do lektury!

Kiedy pojawiła się Twoja zajawka na sporty walki? Od zawsze wiedziałeś, że Twoje miejsce będzie na ringu?

Trenować zacząłem pod koniec 2011 roku, a tak regularnie i z zaangażowaniem od 2012, bardzo długo się do tego zbierałem. Był gość w Swarzędzu, który prowadził zajęcia MMA w jednej ze szkół. Na MMA chodzili moi znajomi, byli zadowoleni, chwalili się, że trenują sporty walki i namawiali żebym do nich dołączył. Długo się wahałem, MMA to nie było to! Zawsze byłem chłopakiem, któremu w szkole zabierali kanapki i może pomimo tego, że opowieści o treningach, obaleniach, duszeniach brzmiały fajnie, to chyba jednak brakowało mi odwagi, żeby tak z marszu wbić się do grupy. Po pewnym czasie dobry kolega, który chodził na te treningi, a jednocześnie też na treningi do Poznańskiej Kohorty, poinformował mnie, że powstaje sekcja Muay Thai w Swarzędzu i że otwiera ją właśnie Kohorta. Pomyślałem, że skoro mam pewne obawy przed MMA, to może boks + kopanie to będzie coś dla mnie. Zwłaszcza, że z dzieciństwie trenowałem karate, a tam dużo uderzaliśmy i kopaliśmy. Wiedziałem, że wybieram się na coś zupełnie innego, jednak byłem pewniejszy mając jakieś tam wcześniejsze doświadczenie w sporcie uderzanym. Szybko się wkręciłem, byłem zły gdy musiałem opuścić jakiś trening, znalazłem nowych przyjaciół i związałem się z tym na dobre. Po roku trener zapytał czy ktoś chce jechać na zawody amatorskie, pojechałem na te zawody i sromotnie przegrałem. Cieszę się z tamtej porażki. Dzisiaj widzę po wielu swoich podopiecznych, że jak za łatwo wygrają pierwszą walkę, to często spoczywają na laurach. Z dobrego materiału na zawodnika nie ma nic, bo zaczyna on wybierać imprezy i chwilową chwałę, niż dalszy rozwój. Trochę wstydziłem się tej porażki. Dużo opowiadałem o treningach i pierwszych zawodach, więc bałem się że będę wyśmiany w swoim środowisku. To dało mi potężnego kopa do dalszego działania. Śmiechy były, prowokacje też, ale starałem się nie przyjmować tego do siebie. Postawiłem sobie za cel wygrać walkę, jakąkolwiek. Na następnych zawodach wygrałem i postawiłem sobie kolejne cele i tak dalej i tak dalej… Z czasem udało mi się zawalczyć w Bangkoku, zawodowo w Polsce, zdobyć dwa medale na Mistrzostwach Polski no i chyba najważniejsze, to zostałem głównym trenerem sekcji, w której sam zaczynałem. To jest chyba największe osiągniecie, które często jest pomijane. Wracając do pytania. Nie wiedziałem, wyszło z przypadku, tak mi było pisane i cieszę się z tego.

Co jest w tym sporcie najtrudniejsze?

Samodyscyplina. Można być mistrzem autopromocji, mieć 1000 sponsorów, cały sztab ludzi wokół siebie, ale jak masz dietę i wstaniesz w nocy i zjesz pół słoika masła orzechowego, to znaczy, że jesteś słaby i zastanów się co poczują ludzie wokół Ciebie, którzy się angażują w Twój sukces, a Ty wstajesz w nocy i podjadasz masełko. To samo z treningami, tak łatwo powiedzieć „mam gorszy dzień, pójdę jutro na trening”. Dlaczego nie możesz iść dzisiaj zrobić lekkiego treningu jak masz gorszy dzień, a jutro się wyspać i zrobić kolejny? Kiedyś przeczytałem w mądrej książce, że nie ma takiego czegoś jak talent i jak chcesz być najlepszy to musisz robić tyle ćwiczeń i powtórzeń co inni +1. Tak więc dyscyplina i konsekwencja w działaniu. Przegraj 10 walk, wyciągnij wnioski, zmień plan treningowy, dietę i wykorzystaj to doświadczenie, by potem stać się mistrzem. Nie rezygnuj po jednej porażce i nie rezygnuj „bo masz gorszy dzień”. Przeciwnik też może mieć gorszy dzień, ale jeżeli on w tym czasie jest na sali to już ma przewagę nad Tobą.

Zbijanie wagi przed zawodami – katorga czy coś naturalnego? Jak to wyglądało u Ciebie?

Naturalna katorga. Nie jest to z pewnością nic przyjemnego. Ograniczenie ilości jedzenia, wody przy wzmożonych treningach, pracy i natłoku spraw codziennych nie może być lekkie i przyjemne. Często wiąże się to z wahaniami nastrojów, złością pojawiającą się pod wpływem głodu, do tego stres związany z samymi zawodami… człowiek chodzi non stop zdenerwowany i najbardziej cierpią najbliżsi wokół niego. Można powiedzieć, że ja tak rozwaliłem dwa związki. Swoimi humorkami, złością, wahaniami nastrojów i bliżej zawodów tym bardziej intensywnie. Wiele razy słyszałem „nie da się z Toba wytrzymać!”, z drugiej strony słyszałem też, że koledzy z branży przeżywają podobne rzeczy.

Są tego oczywiście też pozytywne strony. Zbijanie wagi to proces, tak samo jak przygotowywanie do zawodów. Ten proces jak przynosi efekty i waga ładnie schodzi daje dodatkową motywacje. Jeżeli na treningach są efekty, na wadze, do tego widać to po sylwetce to człowiek z dnia na dzień nabiera pewności siebie. Brałem udział w zawodach gdzie nie musiałem zbijać wagi i było trudniej. Mówiłem wtedy, że nie czuje się przygotowany na 100%. Czegoś mi brakowało i myślę, że właśnie tego procesu zbijania wagi, który nakręcał do samej walki. Jeszcze 5kg, jeszcze tydzień do walki, jeszcze 1kg do zbicia i jeden dzień do walki… to naprawdę działa i nakręca.

Czy Diet&More zmieniło coś w Twoim podejściu do jedzenia? Jak aktualnie wygląda Twoje odżywianie?

Diet & More diametralnie zmieniło moje podejście do jedzenia. Zacznijmy od tego, że myślałem że dużo wiem na temat diety sportowej, tego co powinienem jeść i w jakich ilościach. Tak nie było. Miałem minimalne pojęcie wynikające z doświadczenia, ale oczy mi się otworzyły jak dostałem pierwszą rozpiskę. Teraz nawet jak jestem na roztrenowaniu i nie trzymam diety to śmieje się do siebie, że mam wagę w oczach i nakładam na talerz zawsze tyle samo. Czytam etykiety gdy kupuje nowe rzeczy. Nigdy nie dam się nabrać na produkty oznaczone „bio” „fit” itd. dopóki sam nie przeczytam składu. Po roku współpracy udało się całkowicie odrzucić słodycze, które były moim największym problemem. Do tego stopnia, że sam wyznaczam sobie cheat day i nie jest to już nawet raz w tygodniu jak na początku. Czasem nawet nie jest to raz w miesiącu. Kiedyś nie wyobrażałem sobie dnia bez batonika, cukierka, kawałka czekolady. Potem długo kupowałem te proteinowe, żeby trochę sobie tą słabość usprawiedliwić. Udało się zerwać z tym nałogiem, po części dzięki Asi, która w dietach zawsze dawało mi dużo owoców, dżemu, miodu, co skutecznie zastępowało mi słodycze. Nauczyłem się jeść tanio, zdrowo i skutecznie, bo dieta sprzyja mojej dyscyplinie i co najważniejsze.. widzę efekty! Waga w dół, a siła, kondycja i wytrzymałość w górę. Wydaje się nie możliwe, a Nam się udało.

Jaką radę dałbyś innym zawodnikom sportów walki? Na czym powinni skupić się najbardziej?

Dyscyplina i konsekwencja. Jeżeli mówisz sobie, ze od jutra nie słodzisz kawy, to nie słodzisz i **** J. Wymyśl sobie karę np. 1km do przebiegnięcia za jedną łyżeczkę cukru. Zrób podsumowanie w niedziele i biegnij. Przegrałeś pierwsze zawody? To świetnie! Ciesz się, bo z porażek zawsze wynosi się więcej niż z wygranych. Kumpel skopał Cię na sparingu? Super! Teraz spytaj się go, jakimi ciosami było najłatwiej Cię trafić. Przygotuj sobie na następny raz obronę, kontratak i próbuj się odegrać. Znowu Ci nie wyszło? Ok, trudno, jedziemy dalej. W końcu Ci się uda, daje słowo.

Podobno Edison zanim wynalazł żarówkę, która zaświeciła to zmarnował ponad 1000 innych żarówek, których nie udało się zapalić. Zapamiętaj to zdanie i bądź jak Edison. Konsekwentny i zdyscyplinowany, a w końcu i Ty zapalisz swoją żarówkę.

I w tym momencie my nie mamy już nic do dodania…

Cieszymy się Miko, że mamy cię w swoim teamie! Oby więcej takich wartościowych sportowców.

Potrzebujesz więcej inspiracji? Sprawdź przemianę naszej kolarki Klaudii, która po zrzuceniu prawie 10 kg odnalazła nową siłę na zawodach i treningach! [LINK]