trening
4.10.2019

Szewc w dziurawych butach chodzi, czyli jak sam siebie „zajechałem”


Jak to mówią – szewc w dziurawych butach chodzi. Każdemu mówię żeby zwolnił, a sam chciałem szybko osiągnąć efekty, które i tak by nie przyszły. Zacisnąłem zęby i regularnie chodziłem (Asia potwierdzi!) odpoczywając nie tylko fizycznie, ale również… psychicznie. I to był klucz do poprawy mojej wydolności. Zapraszam Was do mojego małego wpisu z pamiętniczka!

Przygotowując się do Poznań Maraton 2019 i pracując na starych wynikach badań wydolnościowych wydawało mi się, że cały czas osiągam progres. Samopoczucie było całkiem dobre, trening przebiegał w sposób prawidłowy aż coś pękło… prawie dosłownie! Okazało się, że mam naderwany mięsień.

Postanowiłem się nie poddawać, a że naszym kluczem do zdrowia jest diagnostyka i racjonalność postanowiłem, że wykonam ponowne badanie wydolnościowe. Było to w sierpniu tego roku. Wyniki były zaskakujące… Niestety wyszły bardzo złe, żeby nie powiedzieć FATALNE.

Musiałem od razu zmienić swoje podejście do treningów. Bieganie zastąpiłem marszem, bo ostatecznie okazało się, że to i tak najbardziej optymalna intensywność jaką mogę wykonywać.  Po dwóch tygodniach wprowadziłem dwa razy w tygodniu marszo – biegi z naciskiem na MARSZ. Bieg ograniczyłem do 1 – 1,5 min. Po trzech tygodniach dodałem 1 raz w tygodniu bieg w weekend na poziomie 13-15 km. Biegałem w proporcjach 800-1000 m biegu, 200-300 m marszu. Taki schemat utrzymywałem przez kolejny miesiąc. W ciągu tygodnia marsze wykonywałem maksymalnie do prędkości 7,5 km na godzinę. Razem 3 jednostki treningowe w ciągu tygodnia.

Treningi biegowe urozmaiciłem treningami oporowymi, wzmacniającymi, które wpłynęły na moją motorykę, siłę mięśniową i ogólną sprawność. Z każdym weekendowym biegiem czułem się silniejszy, a bóle nóg ustępowały.

Cały czas odczuwam duży problem z utrzymaniem regularnego jedzenia. Jest to niestety mój duży problem, z którym cały czas walczę. Po miesiącu wykonałem u siebie sprawdzian biegowy na 10 km. Udało mi się poprawić o 5 minut, w porównaniu do biegu, który wykonywałem 1,5 miesiąca temu. Nie spodziewałem się takiego progresu w tak krótkim czasie z uwagi na to, że masa ciała cały czas nie spadała.

Wczoraj (03.10) wykonałem kontrolne badanie wydolnościowe. I co się okazało? Jest progres!! I to nie byle jaki! Poprawiłem to na czym najbardziej mi zależało. Strefa tlenowa poprawiła się o 20%, strefa beztlenowa poprawa o 17%. Wzrost prędkości kończącej badanie zwiększył się o 10%! W sierpniu badanie kończyłem na prędkości 9 km/h , a teraz… 12 km/h!

Wiecie o czym to świadczy? BADAJCIE SIĘ. Nic nie zdziałacie trenując i ćwicząc po omacku, „na oko”. Mi też się dużo wydawało. Myślałem, że dam radę – przecież kiedyś już biegałem takie dystanse. Jednak kilka lat zmieniło u mnie bardzo dużo – muszę zacząć ćwiczyć od kompletnie innej strony. Może jest to w małym stopniu denerwujące… ale chociaż wiem co zmienić, jak zmienić i że to co robię ma sens!

Chcesz poznać parametry swojego organizmu? Zastanawiasz się czy trenujesz prawidłowo? Nie czekaj – zapisz się do nas na badanie wydolnościowe i zrób to racjonalnie!